Pałac w Głębowicach.

W zarośniętym parku krajobrazowym zalewanym przez wylewające stawy i cieki wodne kończy się historia pałacu, który dwieście lat temu uchodził za jeden z piękniejszych rezydencji Dolnego śląska. Pomimo że czasy jego świetności bezpowrotnie przeminęły jest to miejsce pełne uroku, któremu magii dodają stare dęby szypułkowane, niektóre z nich liczą sobie 350 lat. Jak i pałac tak i one powoli umierają będąc siedliskiem Kozioroga dębosza chrząszcza znajdującego się pod ścisłą ochroną, jego larwy na miejsce żerowania wybierają tylko stare dęby zjadając w świetle prawa drzewa, które winny stać się pomnikami przyrody.  Znali się od zawsze, pałac i drzewo. Nierozłączni, skazani na swą obecność od wieków, pozostali sobie wierni aż po życia kres. Dziś stary, uschnięty dąb o rozłożystych konarach wskazuje, w którym miejscu znajdują się ruiny po tym, co kiedyś było pięknym klasycystycznym pałacem w Głębowicach. Wzniesiony został w latach 1810-26  dla radcy królewskiego Erdmanna von Rödern. Rezydencję wybudowano na miejscu starego XVIII dworu.  1842 Roku pałac przeszedł w posiadanie hrabiego Carla von Pourtalès i w rękach tej rodziny pozostał do 1945.Na przestrzeni wieków obiekt był przebudowywany w efekcie, czego powstała  rezydencja o powierzchni ponad 2,5 tys. m2 rozlokowana na planie litery U. Dwukondygnacyjna z mieszkalnym poddaszem i bardzo rozbudowanym systemem piwnic. Te notabene w większości są drożne do dziś, choć z bryły pałacu niewiele się zachowało. Patrząc na stan, w jakim pałac obecnie się znajduje trudno sobie nie zadać pytania o to, kto przyczynił się do takiego stanu. Ciężko wytypować bezpośredniego sprawcę upadku obiektu, na jego zagładę złożyło się wiele czynników, które były efektem zaniedbań i źle podejmowanych decyzji.Po wojnie w pałacu stacjonowali czerwonoarmiści, grabiąc i niszcząc, bo takie prawo zwycięscy. Później nastała era PGR gdzie obiekt służył, jako mieszkania pracownicze. Mieszkańcy wychodząc z założenia, że „ to i tak poniemieckie” nie kwapili się do remontów. We wnętrzach zachowana była część wyposażenia. Całość chyliła się ku upadkowi i zarastała krzakami. Mieszkańców wysiedlono w momencie, gdy właścicielem obiektu został „Dolpasz”. Nastał okres cudów, podczas remontu, który przyniósł więcej strat niż korzyści, za sprawą jakiejś nadprzyrodzonej siły z pałacu zniknęły ozdobne posadzki, większość zdobionych w sztukaterię sufitów wyparowała jak kamfora. Środkowa część sufitów runęła.Początek lat dziewięćdziesiątych i nowobogacka moda „ kup se pan pałac” spowodowała, że obiekt został nabyty przez  Inter Dablex z Gdańska od Agencji Nieruchomości Rolnej. Rozpoczęto remont, który ograniczył się do zamurowania wejść i okien, dach bez poszycia istniał jeszcze po roku 2000 obecnie próżno by szukać choćby jego małego kawałka. Sam obiekt wygląda jakby przeżył bombardowanie. Wszystkie kondygnacje zmielone z rumoszem ceglanym leżą wśród kikutów ścian. Podziemia, piwnice, tajemnicze przejścia i pomieszczenia, jest ich naprawdę sporo, ale i one noszą ślady plądrowania, rozkuwania w poszukiwaniu skarbów. Czy takie tu były? Trudno dociekać wszak utworzono tu majorat, a później państwo stanowe Głębowice o powierzchni 1736 hektarów.Przyroda sama zabiera to, co kiedyś jej wydarto pod budowę pałacu, teraz powoli przejmuje nad nim władzę sukcesywnie rozsadzając korzeniami to, co wzniósł człowiek na chwałę swej pozycji społecznej i rodu. Powoli zacierają się ścieżki krajobrazowego parku, coraz trudniej znaleźć pozostałości po oranżerii i domu ogrodnika. W cieniu starych drzew skrywa się mauzoleum z kaplicą, którą zdobią piękne polichromie i cytaty z biblii. Wyblakłe, ledwo widoczne odchodzą tak jak wszystko, o co nie zadbano w Głębowicach.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

This site uses Akismet to reduce spam. Learn how your comment data is processed.