Ballada o zapomnianym schronie

Gdy wojny wygrać nie można

Ta historia rozpoczyna się na przełomie 1942-43 roku, gdy było już wiadome, że tej wojny nazistowskim Niemcom wygrać się nie uda.  Na małej stacji pośredniej Militsch (Milicz), położonej na 42. kilometrze linii kolejowej 281, w podziemiach dworca kolejowego, część piwnic adoptowano na schron. Przebudowa polegała na połączeniu ze sobą trzech oddzielnych piwnic i zamurowaniu dwóch wejść. Za jedną ze ścian istnieje pomieszczenie, które co prawda uwzględniono na współczesnych planach jednak fizycznie nie ma do niego dostępu, co kryje? W jakim celu je zamurowano jak na razie pozostaje tajemnicą.

Schron wyposażono w śluzę gazoszczelną oraz wyjście ucieczkowe, w jednym z pomieszczeń powstała sucha ubikacja a łączna powierzchnia po przebudowie wynosiła 33 metry kwadratowe. Ukrycie posiadało system wentylacji Zakładów AUER skład którego stanowiły dwa niezależnie podłączone do osobnych czerpni powietrza filtorwentylatory MR 1200 wyposażone w hermetyczne zawory odcinające dopływ powietrza z zewnątrz, oraz trzy podciśnieniowe zawory Umg 24 o bardzo innowacyjnym rozwiązaniu konstrukcyjnym jak na ówczesne czasy. Wejście oraz śluza gazoszczelna posiadała drzwi drewniane z wizjerem oraz dwoma ryglami, takie rozwiązanie jest spotykane w większości schronów ulokowanych pod budynkami, powodem tego był rosnący niedobór surowców podczas wojny i metalowe drzwi na przełomie 1942-43 stosowane były niezmiernie rzadko, przeważnie w miejscach bezpośrednio narażonych na działania podmuchowe bomb. W podziemiach dworca zastosowano takie drzwi we wnęce będącej wyjściem ewakuacyjnym, montowanie ciężkich drzwi pancernych posiadających zamek centralny i dużą wagę mijało się z celem w miejscu, które było tylko szybem ucieczkowym z obiektu tak, że lżejsze metalowe drzwi bez wypełnień jak najbardziej spełniały w tym miejscu swoją funkcję.

Obrazek posiada pusty atrybut alt; plik o nazwie glut2-1-e1519931670300.png

Schron, który został lazaretem

Jakie schron miał zastosowanie? dawać schronienie obsłudze stacji i podróżnym? Czy był też niewielkim lazaretem?, wnioskując po zastosowaniu dwóch filtrowentylatorów w ukryciu o powierzchni 33 metrów według ówcześnie obowiązujących norm, gdy przyjmowano dla jednej osoby nie poruszającej się w schronie 20 litrów powietrza na minutę, łatwo obliczyć, że jeden filtrowentylator MR 1200 mógł zapewnić swobodne oddychanie 60 osobom przy zastosowaniu dwóch pomp wartość ta wzrasta, do 120 co wydaje się mało prawdopodobnym by na powierzchni 33 metrów kwadratowych pomieścić tyle osób. Rozwiązaniem okazuje się inne przeznaczenie obiektu, bo jeśli osoby miałyby się poruszać/pracować np., personel medyczny przepisy mówiły już o 100 litrach powietrza na minutę, co zapewnia swobodne oddychanie tylko 24 osobom. Tak więc obiekt ukryty w podziemiach dworca mógł dać schronienie większej ilości stłoczonych cywilów zapewniając im swobodne oddychanie bądź też służyć, jako lazaret, co biorąc pod uwagę transporty rannych bardzo za tym przemawia.

Bezspornym faktem świadczącym o istnieniu lazaretu jest to, że schron po zakończeniu działań wojennych w nienaruszonym stanie przetrwał do końca lat 80-tych ubiegłego wieku. Stały tam szpitalne łóżka, były nosze i szafki z różnymi medykamentami, środkami opatrunkowymi, było też kilka par noszy a nawet niewielka biblioteczka z pozycjami pisanymi w języku Niemieckim.  Mało jest informacji czy kiedykolwiek lazaret wykorzystano i przebywali w nim ranni żołnierze, autorka szukając informacji na ten temat zetknęła się z relacją syna byłego zawiadowcy stacji, który mieszkał w budynku stacyjnym, ponoć pod koniec wojny w 1945 na trzecim peronie został ostrzelany/zbombardowany skład przewożący amunicję, (…) Jako chłopcy chodziliśmy po torach i zbieraliśmy LASKI takie kawałki sprasowanego prochu tego było mnóstwo może nawet do dziś to leży między torami na ostatnim bocznym torze pięknie to się paliło(…) (…) To była taka szara rurka z dziurką w środku długości 5 cm a drugi typ tego prochu to taka rurka brązowo żółta w przekroju której było pełno dziurek (…) opis wskazuje, że ładunkiem ostrzelanego składu mógł być kordyt wykorzystywany w przemyśle zbrojeniowym do produkcji pocisków. 

Obrazek posiada pusty atrybut alt; plik o nazwie glut2-1-e1519931670300.png

Gdy przychodzi kres, na kres

Poważna agonia obiektu rozpoczęła się na początku lat 90- tych ubiegłego wieku, kiedy to pojawiły się pierwsze problemy na PKP, zlikwidowano kasy biletowe, zamykano poczekalnie a w późniejszym okresie całe dworce, ponieważ wszystko stawało się nierentowne. Jednak nim nadeszły te zmiany podczas modernizacji nastawni w latach 60 –tych, do której poprowadzono kanały przy budynku dworca zniszczono wyjście ucieczkowe, kolejne prace ingerowały już w ściany schronu by przeprowadzić inną dodatkową instalację, jednak to dopiero po upadku PRL nastąpił początek końca, do zamkniętego dotychczas schronu włamywano się. Na przestrzeni lat obiekt zniszczono doszczętnie, całe wyposażenie medyczne padło łupem złodziei zniszczona została również instalacja elektryczna, być może tylko, dlatego iż przedstawiała sobą jakąś złomową wartość.  Panujące w schodnie Dantejskie ciemności nie uchroniły jednego z filtrowentylatorów, który skradziono i wywieziono na złom, łupem złodzieja padł też jeden z zaworów Umg 24 zamontowany w śluzie gazoszczelnej, reszta przetrwała do dziś.

Obrazek posiada pusty atrybut alt; plik o nazwie glut2-1-e1519931670300.png

 Nowa nadzieja

O większości rzeczy dziejących się w życiu decyduje przypadek, podobnie było i w tym przypadku. Pewnej czerwcowej niedzieli na skrzynkę mailową fundacji otrzymałam wiadomość od starszego Pana syna byłego zawiadowcy stacji „ Skoro tak bardzo jest Pani zaangażowana w ratowanie schronów, może zainteresuje Panią schron w Miliczu?, chętnie pokaże” odzew z mojej strony był natychmiastowy. Po wstępnych oględzinach i wykonaniu dokumentacji fotograficznej ocalałej infrastruktury o pomoc w ocenie znaleziska poprosiłam znajomych. Werdykt był jednoznaczny i wywołał spore poruszenie w kręgach ludzi zajmujących się tematyką fortyfikacji, to jest unikat!, dziewczyno nie mów nikomu gdzie to jest!, tak zachowana instalacja to skarb! prawdopodobnie jedyna taka w kraju!

Rozpoczęła się walka z czasem, ponieważ schron pozostawał otwarty a jakiekolwiek samowolne wejście na teren kolejowy i zamknięcie go było załamaniem prawa. Procedury, przepisy PKP są bardzo zawiłe i złożone ta niegdyś potężna instytucja obecnie podzieliła się na mniejsze spółki, rozpoczęły się rozmowy, pertraktacje by fundacja mogła otoczyć schron i jego infrastrukturę opieką. Z racji tego, że opisanie tego wykracza poza ramy artykułu nadmienię tylko, że obecnie Fundacja Vestigium po podpisaniu stosownych dokumentów z PKP zarządza schronem. 

Obrazek posiada pusty atrybut alt; plik o nazwie glut2-1-e1519931670300.png

By AUER-a serce znowu zabiło

Zawilgocone, zrujnowane pomieszczenia schronu, pełne gruzu i liszai odpadającego tynku, z tej scenerii po 76 latach pokryta rdzą infrastruktura AUER-a na początku grudnia 2019 roku pierwszy raz zobaczyła promienie słońca udając się w podróż by odzyskać drugą młodość. Jest przeze mnie restaurowana, element po elemencie, detal po detalu pokazuje spod warstw rdzy swoje dawne oblicze. Pojawiają się sygnatury, numery i unikatowe kalkomanie to one dodatkowo podnoszą wartość znaleziska, znaleziska, które już dawno miało dokończyć swego żywota na śmietniku historii a jak Feniks powstaje z popiołów.

Historia tego schronu kończy się szczęśliwie, po wyremontowaniu pomieszczeń, gdy ściany wolne od wilgoci na wiosnę zyskają nowy wapienny tynk a odnowiona infrastruktura wróci na swoje miejsce, mam zamiar odtworzyć wyposażenie byłego lazaretu, dzięki temu schron stanie się bardzo ciekawą atrakcją i żywą lekcją historii.

Autor

Paulina

Zobacz wszystkie posty

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Witryna wykorzystuje Akismet, aby ograniczyć spam. Dowiedz się więcej jak przetwarzane są dane komentarzy.