Epicka opowieść z dzieciństwa.

Istnieją miejsca, w których czas się zatrzymał. Mijają lata, świat wokół nas się zmienia, zmieniamy się i my. Niezmienne pozostają wspomnienia z dzieciństwa, gdzie grało się w piłkę, bawiło w chowanego i podchody, takie zaklęte rewiry z dzieciństwa. Jedni wspominają je w pamięci, inni powracają w te miejsca, by z okruchów wspomnień przywołać obrazy z młodości.Świetności moich zaklętych rewirów nie pamiętam, stały się ruiną na początku lat dziewięćdziesiątych. Jak przystało na polskie realia, to, co pozostaje bez opieki należało zniszczyć i rozgrabić. Tereny PKP, stacji przeładunkowo towarowej agonii doświadczyły, jako pierwsze. Niechciane przez kolej przeszły w prywatne ręce, gdzie jak nie trudno przewidzieć były użytkowane, jednak bez dbałości o ich stan.Nie mniej okrutny los spotkał oddaloną o kilka kilometrów parowozownie, do której można było dojść po nieużytkowanych już torach. I tak stopniowo z roku na rok ubywało wszystkiego. Tu zginał budynek, gdzie indziej kawałek szyny. Elementy infrastruktury znikały jak śnieg w maju. Przyszedł moment, że budynki widma byłej parowozowni, odarte z elementów metalowych zaczęły stanowić zagrożenie. Podjęto decyzję o ich wyburzeniu.Dziś w miejscu, w którym pracowało kilka tysięcy ludzi, zewsząd dochodził hałas i unosił się dym lokomotyw, a mój pradziadek remontował pierwszy parowóz, który wyjechał z Oleśnickiej parowozowni panuje cisza. Panowanie nad parowozownią przejęła roślinność. Nawet nieremontowany od wojny most prowadzący na Wądoły odmówił posłuszeństwa. Od ponad roku zamknięty, od miesięcy remontowany czeka na swoją drugą młodość. Zapewne taką dostanie, bo jest potrzebny, w przeciwieństwie do pozostałej infrastruktury kolejowej, która trawa pośród wysokich traw i kwitnących krzewów czeremchy.Stojąc na torach rozmyślam, czy tak naprawdę wiele się zmieniło od chwil, gdy spędzałam tu każdą wolną chwilę na zabawach?. Jest stara rampa na niej grusza, w której cieniu marzyłam, że któregoś dnia i ja wsiądę do pociągu, który gna donikąd. Stojąc na placu towarówki widzę mój rodzinny dom, za drzew widać nawet okno mojego pokoju, mój pociąg odjechał ja zostałam, mieszkam nadal w Oleśnicy zmieniła się tylko dzielnica, dalej tu przychodzę trochę z sentymentu, a bardziej by zatrzymać czas. Z uporem maniaczki fotografuje, co jeszcze nie wionął czas i nie zabrała głupota ludzka, zabieram córkę, to także jej tereny wszak w jej żyłach płynie kolejarska krew.

1 Comment

  • Znajomy temat. Całe dzieciństwo mieszkałem w sąsiedztwie huty Baildon w Katowicach, a przejeżdżalem czy to komunikacją czy samochodem jadąc w odwiedziny obok huty Kaściuszka w Chorzowie nieopodal której obecnie zamieszkuję. Obydwie huty działały prężnie, z jażdej wydobywały się inne, charakterystyczne odgłosy, niespotykane nigdzie indziej. W pierwszej hucie interesowały mnie zawsze dwa niskie kominy, w drugiej z kolei tuż przy drodze stały aż 4 bardzo wysokie.
    Po obydwu hutach zostały zgliszcza i pamięć tych dni kiedy pracowały, pamięć dżwięków które towarzyszyły mi w bezsenne letnie noce.
    Podobny los spotkał moje ulubione szyby kopalniane.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

This site uses Akismet to reduce spam. Learn how your comment data is processed.