KAMIENIEC ZĄBKOWICKI – PAŁAC MARIANNY ORAŃSKIEJ

Piękny pałac w Kamieńcu Ząbkowickim odwiedzany, co roku przez niezliczone rzesze turystów powoli odzyskuje dawny blask. Historia, którą tu opiszę jest nieco inna od tej, którą przeczytamy w przewodnikach turystycznych.O tym, że życie pisze najciekawsze scenariusze przekonujemy się, co dnia. Patrząc na pałac w kamieńcu chciałoby się powiedzieć „ Jest piękny jak milion dolarów”. Tak, to tylko piękne porównanie, ale czy na pewno?. Nim pałac podniósł się z kolan po dekadach głupoty i bezmyślności ludzkiej pojawił się w Kamieńcu człowiek o wielkim sercu, po części to o nim jest ta opowieść.  Jednak zacznijmy od początku.Neogotycki pałac wzniesiony na planie prostokąta o kubaturze bliskiej 20,000 m2, otoczony murem flankowym z okrągłymi wieżyczkami. W sąsiedztwie 150 ha zespołu pałacowo grodowego wyposażonego w zespół fontann, pergoli i tarasów. Wybudowano w XIX w (za datę ukończenia budowy uważany jest rok, 1872 na którą wydano kilka ton złota). W części północnej, urządzono zwierzyniec gdzie na obszarze 25 ha żyły luzem dzikie zwierzęta. Pałacowe sadzawki i stawy słynęły ze wspaniałych wodotrysków, największa z nich tryskała na wysokość 33m. Do zasilania zbudowano specjalne podziemia wyposażone w wielkie zawory uruchamiane przez służbę. Wnętrza pałacu zdobiły granity i marmury.Właścicielką i fundatorką pałacu była królewna niderlandzka Marianna Orańska, która to 1873 podarowała go w prezencie ślubnym synowi Albrechtowi. Były to lata świetności pałacu. Podczas II wojny światowej Niemcy w pomieszczeniach pałacowych urządzili magazyn na zrabowane dzieła sztuki i archiwalia Wrocławia. W maju 1945 roku pałac zajęli Rosjanie, prawem zwycięscy i wyzwoliciela grabili i wywozili, co ciemniejsze wyposażenie. By dokonać dzieła zniszczenia pałac podpalili jednak ogień został ugaszony przez mieszkańców. Niestety w grudniu 1946 roku Rosjanie ponownie dokonali podpalenia grożąc bronią nie pozwolili na gaszenie pożaru.

W latach powojennych spalony i zrujnowany pałac nie pozostawiono w spokoju to, co nie wywieźli Rosjanie wywiozły ówczesne władze PRL. Tak oto piękne marmury, które kiedyś zdobiły pałacowe wnętrza ozdobiły Pałac Kultury i Nauki w Warszawie. Oczywiście wiele cennych i unikatowych przedmiotów zniknęło za sprawą szabrowników, mniej wartościowe a metalowe z braku nabywcy trafiły na złom.  Gdy wszystkim wydawało się, że pałac skona rozbierany cegła po cegle obdzierany z dumy i godności zjawił się człowiek o wielkim sercu, który zakochał się w nim od pierwszego wejrzenia.

Była to wielka miłość, miłość aż po grób.
Zbawicielem okazał się Włodzimierz Sobiech naukowiec Akademii Rolniczej w Poznaniu. Który w roku 1985 wydzierżawił od władz Kamieńca pałac na 40 lat. Za odziedziczony spadek po krewnych w Anglii ok 2 miliony dolarów podjął walkę o ratowanie pałacu. Jak wspominał;„ Za równowartość dolara miałem pracownika na cały dzień. Gotówkę trzymałem w bagażniku samochodu postawionego na strzeżonym parkingu. To było wówczas najbezpieczniejsze miejsce przechowywania waluty”.

Do pracy ściągnął górali i okoliczną ludność. Kilka pobliskich wiosek znalazło zatrudnienie przy remontowaniu pałacu. Dziedziniec był jednym wielkim tatarakiem.
Niestety wraz ze zmianą ustroju w latach 90-tych zmieniły się władze i poglądy w naszym kraju.
Z nie wiadomych przyczyn zaczęto Sobiechowi rzucać kłody pod nogi, ciągle utarczki z władzami, złe stosunki z konserwatorem zabytków tylko pogłębiały narastający konflikt. Próbowano zerwać podpisaną umowę dzierżawy, jako jeden z powodów podano, iż doszło do naruszenia konstrukcji i fundamentów pałacu podczas odgruzowywania, ogólne zaniedbanie obiektu itd. Jak idiotycznych argumentów użyto każdy może ocenić sam. Mój komentarz jest tu zbędny.Po roku 2005 nastąpił tak duży kryzys w stosunkach, że z człowieka o wielkim sercu zrobiono niemal przestępcę. Nie chętny do rozmów Sobiech zaszczuty przez władze i media w otoczeniu sfory psów, które trzymał w pałacu z miesiąca na miesiąc podupadał na zdrowiu. Pieniądze ze spadku przy tak wielkiej inwestycji stopniały jak śnieg w maju, wspólnik za oceanu na wieści o potyczkach z władzami wycofał się z interesu a w zamiarach było wyremontowanie pałacu i przywrócenie go do jego świetności. Miał w nim powstać luksusowy hotel między innymi dla Polonii  amerykańskiej chcącej odwiedzić rodzinne strony. Dofinansowania prac Sobiech nigdy nie dostał.Bojąc się ograbienia i aktów wandalizmu teren ogrodził a za płotem biegały sfory psów, co też nie pozostało bez echa, ponieważ do ataku przystąpili obrońcy zwierząt. Na murach pojawiły się pozbijane butelki zatopione w betonie by utrudnić wtargnięcie na teren.
Koniec tej smutnej historii nastąpił w 2010 roku, gdy pan Sobiech zmarł. Pałac pozostawiony samemu sobie ponownie zaczął popadać w ruinę. Przez dwa lata trwały sądowe zmagania gminy ze spadkobiercami zmarłego, zakończone wyrokiem sądu oczywiście korzystnym dla władz Kamieńca.Ja do tego Pałacu trafiłam już po śmierci Sobiecha, pałac powoli podawał się wszędobylskiej roślinności, jednak wejście na teren nie było wcale karkołomnym wyczynem pomimo płotów drutów kolczastych i ostrzeżeń przed psami, dziura w siatce ogrodzeniowej załatwiła temat wejściówki. Dziś pałac jest dalej remontowany po opłaceniu biletu można wejść i zwiedzić piękny pałac Marianny Orańskiej jeszcze nie tak dawno nazywany Sobiechowem.  

 

 

1 Comment

  • No coz był piekny i mysle ze wroci do swojej swietnosci za dawnych czasow odwiedzam go jak tylko jestes w Kamiencu sercem jestem tam poniewaz duzo czasu wszkolnych latach yam sie spędzało bylo pieknie choc bylo duzo w czasie wojny a reszta przesz szabrownikow co sie dało to to wynosili a reszta zrujnowana przez wandali a szkoda .

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

This site uses Akismet to reduce spam. Learn how your comment data is processed.