Letarg Pałacu w Bożkowie.

 

Trwając od lat w odrętwieniu, wprawiony w płytki sen jak starzec drzemiący u schyłku swych dni tak w sen zdawać by się mogło popadł pałac w Bożkowie. Były plany, marzenia. Pozostały niespełnione obietnice i zmieniający się właściciele.

Mnie ten piękny obiekt przywitał w pochmurne mroźne popołudnie, kiedy to po pokonaniu ponad stu pięćdziesięciu kilometrów stanęłam przed pięknie zdobioną bramą. Niestety pieczołowicie zamkniętą na gruby łańcuch owinięty kilkakrotnie pomiędzy kutymi elementami bramy, opatrzony dużą wiekową kłódką.

Za ogrodzeniem pies w sędziwym wieku, znudzony życiem, przykuty łańcuchem do kraty pałacowego okna, najwyraźniej nie miał nawet ochoty wyjść z budy na ten chłód szczeknął tylko dwa razy podkreślając swą obecność. Po za nim żywej duszy.

Postanowiłam, zatem obejrzeć ten piękny XVI wieczny pałac należący niegdyś do hrabiego von Magnis spacerując przed ogrodzeniem. Budowla urzeka swym kształtem, a rozmach, z jakim została wykonana wprawia w osłupienie.  Obiekt wybudowany na początku doby renesansu od 1520r był własnością rodziny von Raueck. Po wojnie 30-letniej został skonfiskowany, po czym stał się własnością Jezuitów. Od nich pałac kupił Johann Georg von Götzen, który dokonał jego rozbudowy. Gdy zmarł nie pozostawiwszy potomka, majątek przejął w 1780r siostrzeniec hrabiego Anton Aleksander von Magnis. Obecny kształt pałacu jest wynikiem przebudowy, która miała miejsce w latach 1787-1791.

Do pałacu należał też przepiękny park krajobrazowy urządzony w stylu francuskim o powierzchni trzech hektarów. Posiadał staw, bażanciarnię i oranżerię a nawet sztuczne ruiny, do których można było się dostać po malowniczo położonych tarasach. Pałac zdobią dwie wieże, każde skrzydło pałacu ma nieco odmienną stylistykę, przeważają elementy neoklasycystyczne i neobarokowe, co nadaje mu bajkowego wyglądu.

W większości przypadków powojenne losy dolnośląskich pałaców są podobne, zabiła je proza PRL. Jednak nie w tym przypadku. Obiekt po wojnie przejęty przez państwo stał się szkołą rolniczą, do dziś wiele osób rozpamiętuje z łezką w oku bale w pięknych salach tego pałacu.

Mi nie udało się zwiedzić jego wnętrz. Spacerując wzdłuż ogrodzenia usilnie szukałam innego wejścia, wypatrywałam czy nie spotkam stróża, którego mogłabym poprosić o wejście. Z relacji rozpytywanych przechodniów wiem, że nieraz się koło pałacu kreci, najwyraźniej tego dnia było inaczej. Niestety mroźna pogoda nie sprzyja poszukiwaniom dziur w ogrodzeniu, postanowiłam wrócić tu wiosną.

 

2 komentarze

  • Pobyt tam i całą okolicę od Kłodzka po Wałbrzych wspominam jako najpiękniejszy okres mojego życia, a było to dawno. W 1967 r. zdałem tam maturę , Pałac i otoczenie były w dobrym stanie. Gdy drugi raz dopiero w 2007 r. zobaczyłem pałac przeżyłem szok.Jak można było do tego dopuścić zaawansowany stan dewastacji…Pomyślałem pierwszy raz w życiu szkoda że nie jestem bogaty …zrobił bym z tym porządek.

    • Prosze mi wierzyć, jest wielu ludzi którzy chcieli by ratować zabytki. Jednak przebrnięcie przez labirynty źle skonstruowanego prawa odnośnie ratowania zabytków wszystko komplikuje. Ale niestety kluczowym elementem tej zabawy są koszta.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

This site uses Akismet to reduce spam. Learn how your comment data is processed.