Między mitem a prawdą, rzecz o skarbach w pałacu Minkowskim.

Ostatnio wiele się mówi o rzekomych skarbach i depozytach ukrytych może nie tyle w samym pałacu w Minkowskim co jego otoczeniu. Oczywiście sama dorzucam do tego lwią część śmiejąc się z opowieści o tonach złota, ukrytych dobrach zrabowanych przez nazistów i innych opowieści propagowanych przez „ Pana z walizką”, ale, jak to powiadają, w każdej bajce tkwi ziarno prawdy. Czy wierze w skarby? – oczywiście 🙂, najbardziej te, które ukrywają skrzaty a lokalizacje ich może wskazać jeden z końców tęczy😉, oczywiście, kilka razy zdarzyło mi się brać udział w poszukiwaniach depozytów III rzeszy, ale szczęśliwie nic nie udało się znaleźć i największym skarbem okazywała się zupa warzona od początku ekspedycji😀.

Oczywiście w przestrzeni skarbowej istnieje pewna gruba ukrytych depozytów o których mówić należy na poważnie, ponieważ faktycznie istniały, otwartą kwestią pozostaje czy istnieją nadal. Tę grupę cechuje zmienność lokalizacji, w różnych przekazach dochodzi do tzw. wędrówki skarbowej, i tak na przykład jeden depozyt z upływem czasu potrafi się przemieścić na bardzo duże odległości. Istnieją też depozyty przypisywane zamkom i pałacom, ba chyba nie ma żadnego z tego typu obiektów, w którym by czegoś nie ukryto, mnie najbardziej zawsze interesowało, – po co?, proste pytanie, po co coś ukrywano?……………. ale, wracajmy do rzekomych skarbów pałacu w Minkowskim.

Na przestrzeni kilku lat na ten temat usłyszałam kilka opowieści, mam tu na myśli historie, które opowiadane były przed pojawieniem się 28 ton złota pod oranżerią, która w rzeczywistości była szklarnią na pomidory.

Pewna, wiąże się z tajemniczym tunelem łączącym pałac z mauzoleum w parku (obecnie kościół). Ponoć, jako drogę ucieczkową z pałacu wybudował go ostatni hrabia Karol Aleksander von Wartensleben i to on uciekając przed czerwoną nawałnicą nadciągająca ze wschodu ukrył gdzieś skarb, zaś służącego/służbę wymordował. Tu chyba należy zadać moje ulubione pytanie w tematach skarbowych, – po co?, oczywiście ma ono zastosowanie tylko i wyłącznie do teorii wybudowania tajemniczego tunelu. Zatem, po co budować tunel, dość długi korytarz podziemny i to do miejsca, które wybudowano by zmarli czekali na życie wieczne?. Technicznie wydaje się to też mało wykonalne, ponieważ ów tunel musiałby przechodzić pod ciekiem wodnym, jaki płynął tamtędy jeszcze za czasów Seydlitza, który to spacerując po drewnianej promenadzie mógł udać się do swej pustelni – miejsca, w którym po jego śmierci powstał grobowiec. Druga część tej legendy jest już kompletnie wyssana z palca, hrabia von Wartensleben owszem był ostatnim posiadaczem dóbr w Minkowskim noszącym tytuł hrabiowski, jednak przed nikim nie uciekał, a już na pewno nie przed czerwonoarmistami, ponieważ majątek sprzedał Hermanowi Schneiderowi jednemu z inicjatorów budowy fabryki przetworów ziemniaczanych w Namysłowie.

Dobrze, skoro hrabiego Wartenslebena udało mi się oczyścić z zarzutu dokonania mordu na służbie i ukrywaniu skarbów😉, pora na ziemniaczanego potentata Hermanna Schneidera. O ile miałabym wytypować osobę, która miałaby coś w Minkowskim ukrywać na pewno on miałby ku temu powody. Jak wspomniałam, Schneider był przemysłowcem, dobrze postawionym działaczem rolniczym w strukturach NSDAP, ogólnie człowiek uważany za zamożnego, poseł do Reichstagu, właściciel dóbr w Biestrzychowicach i Minkowskim, które nabył w latach 20-tych, był także członkiem Schutzstaffel i jako człowiek zorientowany, zdawał sobie sprawę, że nazistowskie Niemcy tej wojny nie wygrają, jako Oberfuhrer SS mający kontakty a przede wszystkim pieniądze czy też kosztowności musiał się liczyć z ich utratą w spotkaniu z sowietami, nie wspominając już o utracie życia.

Herman Schneider przeżył zawieruchę wojenną, nie wiadomo jakie były jego losy krótko po wojnie, w podeszłym wieku osiadł w Bodenfelde nie utrzymywał z nikim kontaktów, być może przez swoją nazistowską przeszłość, a być może ze względu na zgromadzony majątek, zmarł w Bodenfelde w 1953 roku. W Minkowskim Schneider miał swojego zaufanego człowieka, nie jest mi wiadomo czy ów pan o egzotycznym nazwisku ( Demian Antoniszyn) jak na niemieckie nazwiska przystało był zarządcą majątku, czy też tylko taką role mu przypisywano. Jedna z zasłyszanych historii głosi, że pan Antoniszyn do końca życia chodził za kościół i sprawdzał stos kamieni, nie wiem, o który chodziło – podczas szukania pozostałości romantycznej ruiny, jaką była wieża w Minkowskim parku takich skupisk kamieni spotkałam, co najmniej trzy. Pan Damen zmarł w 1950 roku, pochowany został na miejscowym cmentarzu a jego grób do dzisiaj jest pielęgnowany przez mieszkańców, czy był strażnikiem depozytu Schneidera?, dziś się już nie dowiemy, pan Antoniszyn tę wiedzę zabrał do grobu. Po ponad siedemdziesięciu latach trudno określić czy w tej historii jest ziarno prawdy, jeśli dołożymy do skarbowej puli przekazy o dziwnych dołach pojawiających się w parku, samochodach na zagranicznych tablicach wyobraźnia musi zostać pobudzona. Pozostaje pytanie, gdzie tych samochodów nie widziano, podobnie jak dołów, których nie było wieczorem a pojawiły się rano – historii takich jest więcej niż samych skarbów zakopanych w ziemi, a historie o nich powtarza już trzecie pokolenie.

no images were found

Autor

Paulina

Zobacz wszystkie posty

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *

Witryna wykorzystuje Akismet, aby ograniczyć spam. Dowiedz się więcej jak przetwarzane są dane komentarzy.