Pałac skazany na zagładę – Nowy Śleszów.

Ujętych w Rejestrze Zabytków znajduje się 2021 pałaców, zamków znajdziemy tam 419 wszystkich zabytków typu pałac, dworek, zamek ok 10.000. Te ważniejsze zakodowane w umysłach zostały remontowane, duża część znalazła sponsora z sercem, który dał im drugą młodość. Przebudowane na hotele, pensjonaty, siedziby firm, biurowce dostosowane do wymogów XXI wieku cieszą oczy turystów ukazując swe piękno i kunszt dawnych architektów. Swe zaszczytne miejsce znajdują w niemal każdym przewodniku, który trafia na półki księgarskie.Są i takie, o których się nie wspomina, nie pamięta. Ich historię przykrył kurz minionych wieków, porzucone, zapomniane toną w mrokach dziejów. Jednym z tych skazanych na zagładę jest pałac a w zasadzie dworek wybudowany w XIX wieku w Nowym Śleszowie. Kto go wybudował? Jakiego architekta był dziełem? Na te pytania próżno szukać odpowiedzi, mrok minionych wieków skutecznie przykrył historię tego obiektu.Pewne są dwie rzeczy. Strawił go pożar w 2007 roku, i że nigdy nie wpisano tego pięknego obiektu na listę zabytków. Dworek usytuowany jest przy drodze, pomimo że skrywa się w gęstwinie krzaków, wysokich traw i pokrzyw dość dobrze jest widoczny. Za nim znajduje się zdziczały już dziś park, kiedyś zapewne należał do właścicieli dworu, zaniedbany zatracił swe walory, jedynie stare drzewa świadczą o jego dawnym majestacie.Bez wątpienia dworek należał do kogoś znaczącego. Najprawdopodobniej wybudowała go jakaś bogata rodzina szlachecka, do której należały dobra w Śleszowie. Obiekt był przebudowywany, w pewnym okresie zyskał więżę, na której umieszczono zegar. Zapewne to na nim skupiała się uwaga mieszkańców Śleszowa, to ich czas odliczał informując głośnym biciem zegarowego kuranta, nie wiadomo, jaki miał mechanizm, jaki wydawał dźwięk odliczając kwadranse i godziny. Do dziś zachowała się jedna z trzech tarcz zegarowych, pokryta rdzą, z ledwo widocznymi rzymskimi cyframi. Być może, zegar stanął w momencie pożaru a może dużo wcześniej, gdy dworek nieremontowany popadł w ruinę.Dach obiektu praktycznie nie istnieje, jednak spoglądając na jego resztki dochodzę do wniosku, że w okresie powojennym był remontowany bądź prowizorycznie łatany. Od strony ulicy zachowała się blacha z innej strony eternit a pod nim resztki dachówek. Wnętrza pałacu uległy zawaleniu, zburzone ściany, zawalone stropy i wyprute wszystko, co wyrwać się dało. Nie sądzę, że wszystkie szkody można zrzucić na działanie płomieni, te nie rozkuwają i nie burzą ścian, nie wyrywają z nich metalowych elementów. Zwiedzanie dworskich wnętrz to ekstremalna wycieczka, w kilku miejscach powstały zapadliska piwnic pod zgniłą podłogą.Stara fotografia, na niej Neu Schliesa dawna Niemiecka nazwa Nowego Śleszowa znaleziona w przepastnym archiwum dolny Śląsk org. Nad dworem powiewa flaga czarno-biało-czerwona po zjednoczeniu kraju w 1871 stała się oficjalną flagą II Rzeszy Niemieckiej. Jednak czy zdjęcie wykonano w czasach Cesarstwa? Początkowo, bo do 1935 hitlerowskie Niemcy używały dawnej flagi Cesarskiej dopiero po roku trzydziestym piątym zastąpiono ją na czerwoną ze swastyką w środku. Być może to zdjęcie nieznanego autora wydane na widokówce zostało wykonane podczas jakiegoś święta, gdy na maszt wieży wciągnięto flagę, a może dworek zamieszkiwał jakiś lokalny patriota bądź obiekt spełniał jakąś funkcję państwową.Maszt flagowy oparł się upływowi czasu, złamany dotrwał do naszych czasów. Wnętrza jak wspominałam w zasadzie nie istnieją, z tego, co udało mi się zobaczyć zachowało się trochę stylizowanej stolarki. Pomieszczenia ubogie, bez zdobień i ozdobnych sztukaterii, jakie można spotkać w większości pałaców. Prawdopodobnym jest, że po zakończeniu działań wojennych obiekt został zamieszkały przez rodziny, które osiedliły się w Nowym Śleszowie. W jakich latach ich ponownie wysiedlono z popadającego w ruinę dworu? nie udało mi się ustalić. Wydaje mi się, że jednak nie wszyscy mieszkańcy opuścili ruiny. W jednym skrzydle napotkałam ślady bytności jakiegoś domownika. Trudno określić czy ktoś tam mieszka, w budynku pozbawionym mediów, jak Robinson Crusoe na swojej wyspie, czy tylko traktuje niespalone pomieszczenia dworu, jako magazyn rzeczy niepotrzebnych.Dwór pomimo zniszczeń zachował swój urok, w spalonych pomieszczeniach na nowo zaczyna tętnić życie. Jaskółki budują gniazda a wszędobylska roślinność kruszy korzeniami spalone drewno i lasujące się cegły. Pozostał samotny lokator, który nie opuścił tego miejsca, nie wiadomo, dlaczego wegetuje w zrujnowanym dworze, być może o zastaniu zadecydowały wspomnienia a może jest tak zżyty z tym miejscem, że nie wyobraża sobie mieszkania gdzie indziej. Niektórych ludzi jak stare drzewa nie wolno przesadzać nie zaaklimatyzują się w nowym miejscu.Spoglądając przez gęstwinę drzew na to, co zostało z tego pięknego obiektu zastanawiam się, dlaczego pominięto go i nie znalazł się na liście zabytków. Gdzie był konserwator?, Archeologowie i wszyscy ci, których powinnością zawodową jest obowiązek chronienia i ewidencjonowania takich obiektów. Dworek niebawem zniknie z krajobrazu dolnego Śląska, zostanie rozebrany lub wybudzony. Wyrok śmierci już zapadł, warty mniej niż ziemia, na której stoi, nieobjęty ochroną konserwatorską skończy pod kołami koparek i buldożerów. Pozostanie niedopisana historia i kilka zdjęć wykonanych przez pasjonatów. Resztę wchłonie czas.  Źródło; Archiwalna fotografia dworu pochodzi z archiwum dolny Śląsk org.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

This site uses Akismet to reduce spam. Learn how your comment data is processed.