Pałac w Cieszycach

Historia pałacu w Cieszycach zaczyna się gdzieś w latach siedemdziesiątych XIX wieku. Gdzie na niewielkim wzniesieniu został wzniesiony za sprawą Ferdinanda Niedego. Najprawdopodobniej miał charakter rezydencjonalny, ponieważ, pomimo że wybudowany w stylu neorenesansowym bardziej przypomina willę niż okazały pałac, do jakich przywykliśmy na Dolnym Śląsku.Być może dziwnie brzmiące nazwisko właściciela pałacu jak na te tereny, wyjaśnia, dlaczego pałac bardziej przypomina włoską willę, niż neorenesansowy pałac. Niestety losy pałacu do 1945 roku przykrył kurz historii, zachowało się niewiele informacji o kolejnych właścicielach obiektu. Jednak jednym z późniejszych był Paul von Naehrich właściciel cukrowni w Pustkowie Żurawskim. Jako przedsiębiorca i majętny człowiek kupił pałac w Cieszycach z myślą, że będzie on siedzibą rodową.Niszczycielska i bezlitosna II Wojna Światowa obeszła się łaskawie z pałacem, dlatego niedługo po jej zakończeniu obiekt stał się własnością PGR. Z przeznaczeniem na mieszkania, znajdowały się w nim też biura Wojewódzkiej Stacji Hodowli Roślin. W latach 90-tych ubiegłego wieku pałac trafił w prywatne ręce. Został odizolowany od świata wysokim panelowym płotem. Czas się zatrzymał, nie działo się nic.Niewielki pałacowy park zdziczał, obiekt pozostawiony bez opieki ulegał dewastacji. Nie wiadomo, co było powodem, że właściciel nigdy w nim nie zamieszkał ani nie podjął próby remontowania pałacu, budynek znajdujący się na uboczu małej wioski stał się miejscem schadzek i libacji alkoholowych. Feralnego dnia 24.04.2015 Pałac został podpalony, spłonęła część poszycia dachowego, poddasze i piętro. Zegar śmierci ruszył odmierzając czas, jaki pozostał nim obiekt skona stając się kolejną ruiną Dolnego Śląska.Z odnalezieniem Cieszyckiego pałacu miałam niewielki problem, ukryty w gęstych zaroślach, za betonowym płotem pozostaje praktycznie niezauważalny. Wyznając dewizę „ koniec języka za przewodnika” zapytałam przechodzącą kobietę gdzie w Cieszycach jest pałac. Po chwili zastanowienia pani odparła, że pałac jest trochę dalej jednak wejść się nie da, ponieważ jest ogrodzony, a brama zamknięta na łańcuch. Cóż, pozostało mi robienie zdjęć z odległości, jednak przyglądając się ogniwom pokrytego rdzą grubego łańcucha dostrzegłam, że dwa ogniwa przy odpowiednim ich ustawieniu rokują szanse na wejście.Moje spostrzeżenie okazało się bardzo trafne, po kilku minutach walki z łańcuchem odepchnięta brama uchyliła się na tyle, że udało mi się pokonać przeszkodę. Wokół pałacu panuje nieład, wejście, przez które przeprowadzano akcję gaśniczą do dziś jest otwarte. Powybijane okna, dziurawy dach oraz płaty odpadającego tynku, to pierwsze drastycznie widoki, jakie przywitały mnie stojąc przed pałacem.Wnętrza nie są w cale lepszym stanie, na podłodze gruz, spalone elementy mebli i pięknej mahoniowej boazerii. Tak, większość pałacowych pomieszczeń wykończona została drewnem. Oglądając resztki tego, co nie strawił ogień odniosłam wrażenie, że ta boazeria bardzo przypomina tę z pałacu Ludwiga Durra w Bełczu Wielkim. Niestety jak tu, tak i tam hektolitry wylanej wody podczas gaszenia pożaru bezpowrotnie zniszczyły drewniane wykończenia. Spacerując wśród pałacowych wnętrzności brutalnie wyprutych i rozrzuconych w nieładzie spotykam pomieszczenia, które ogień strawił całkowicie. Pomimo że od pożaru minęły trzy lata w powietrzu unosi się woń spalenizny, pokoje te straszą wypalonymi wnętrzami spoglądając pustymi pozbawianymi szyb oczodołami okien.Tam gdzie niszczycielska siła żywiołu została powstrzymana przez zastępy straży pożarnej wykończenia przetrwały, poprzewracane meble, wyrwane z futryn drzwi to działanie innego bardziej niszczycielskiego żywiołu – wandali. Przetrwał piec, aż cud, że jeszcze nie został rozbity, widać pałacowe hieny zadowoliły się żeliwnymi drzwiczkami uznając, że zabytkowe kafle trudniej sprzedać. Wszystkie pomieszczenia powyżej parteru w zasadzie nie istnieją. Gdzieś w piwnicznym zaułku relikt minionej epoki, z lat, gdy świat nie znał jeszcze smartfonów, i poczty elektronicznej a wysłanie wiadomości tekstowej wymagało użycia dalekopisu.Stojąc przed pałacem dostrzegłam starszego dobrze ubranego pana, który nieśmiało rozglądając się zmierzał w moim kierunku. Oho, nadciągają kłopoty, pomyślałam. Dzień dobry czy do pałacu można wejść? Zapytał mężczyzna. Tak…. Odparłam, jednak nie polecam, bo to niebezpieczne. Wie pani……. Ja mieszkam niedaleko, często tędy przejeżdżam, kilka razy chciałem wejść, ale było zamknięte. Teraz zobaczyłem uchyloną bramę… czy mogę zrobić kilka zdjęć?… Odparł. Proszę bardzo, sama przyjechałam by takowe porobić, a pan też lubi zwiedzać pałace?….. Zapytałam. Ja tu się bawiłem, tu w tym miejscu……….. W pałacu pracował mój ojciec, chciałbym go jeszcze raz zobaczyć, był taki piękny ….Odparł mój rozmówca.Przestrzegłam pana przed wchodzeniem na piętro i postanowiłam poczekać w samochodzie by po jego wyjściu zamknąć bramę w wiadomy mi sposób. Nie chciałam mu przeszkadzać, najwyraźniej wspomnienia z dzieciństwa ożyły. To nie pierwszy przypadek, że spotykam kogoś, kto mieszkał bądź dorastał w cieniu pałacu. Pomimo że większość z tych obiektów znajduje się w skrajnej ruinie, ludzie pamiętają okres, gdy tętniły życiem. Większość z tych, którzy obserwują gdzieś za płotu pałacowych gości z aparatami fotograficznymi chcą rozmawiać, opowiadać. To tu dorastali, tu zawiązywały się pierwsze przyjaźnie, miłości. Dla mnie to kolejny umierający obiekt, dla nich czasy młodości, wspomnienia, o których chętnie opowiadają. Takie relacje są dla mnie bezcenne.

1 Comment

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

This site uses Akismet to reduce spam. Learn how your comment data is processed.