Wśród fortów, bagien i torów kolejowych

Na mało znane pogranicze zabierze nas w swojej fotorelacji Tomasz Piotr Bienek entuzjasta historii i kolekcjoner, wieloletni autor publikujący w miesięczniku Odkrywca. Zapraszam, więc z Panem Tomaszem na tajemnicze białoruskie pogranicze.Wśród fortów, bagien i torów kolejowych Przygraniczne obszary wzdłuż polsko-białoruskiej granicy to ziemia tyleż nieznana, co niezwykła, obfitująca w relikty i niesamowite zabytki historii. Rejon Terespola, Małaszewicz i białoruskiego Brześcia po wschodniej stronie Bugu to teren naznaczony historią obu wojen światowych oraz obfitujący w historyczne tajemnice. Wojna splata się tu z historią kolejnictwa w zaskakujący sposób, a relikty wciąż tkwiące wśród sielskiego krajobrazu są zdumiewające.Eksploracyjna podróż w kierunku Terespola – polsko-białoruskiego kolejowego przejścia granicznego ma w sobie coś magicznego. Opuszczając gwarną Warszawę na pokładzie pociągu Intercity, ma się wrażenie, iż cały przepełniony zgiełkiem i natrętną cywilizacją świat zostaje gdzieś w tyle, porzucany coraz dalej w rytm stukotu kół ekspresu. Gdy na stacji Łuków większość pociągu odbija na południe, dwa odczepione od głównego składu wagony pędzą dalej na Wschód. Uważny pasażer tego miniaturowego ekspresu – przypominającego realia filmów o Dzikim Zachodzie, zauważy zmieniający się za oknem krajobraz. Za szybą przedziału coraz rzadziej widać domy, a zabudowa ustępuje nizinnemu krajobrazowi, gdzie wśród pól, co jakiś czas przemykają niewielkie wsie. Nawet niebo wydaje się być inne, jakby niżej zawieszone – jednym razem ciężkie chmury płyną wolno nad równinnym, zielonym krajobrazem, kiedy indziej znowuż słońce śle jasne promienie, a cienie rzucane przez mijane zagajniki i pojedyncze drzewa przemykają płochliwie po ścianach i podłodze wagonu, by znów ustąpić pola oślepiającej jasności.

Wysiadając na końcowej stacji w Terespolu, dosłownie niemal na granicy, wydawać się może, że jest się w jednym z tych prowincjonalnych, sennych miasteczek, z dala od głównych dróg, gdzie czas zatrzymał się dawno temu. Miejscowość ta ma jednak dla każdego eksploratora, poszukiwawcza historycznych tajemnic czy pasjonata przeszłości wiele do zaoferowania. I choć Terespol metropolią nie jest, na każdym kroku można napotkać zdumiewające i wspaniałe obiekty oraz pamiątki burzliwych dziejów, które dosłownie czekają na swoich odkrywców.

Już kilkaset metrów od stacji PKP, po północnej (lewej, idąc od dworca) stronie ulicy Czerwonego Krzyża, wyłania się ogromna, żelbetonowa bryła. Do giganta można dojść ulicą Topolową, a w zasadzie polną drogą, prowadzącą wprost do niesamowitego obiektu. Bunkier o wielometrowej grubości ścianach i stropie przysypanym dodatkowo ziemią to wybudowana w 1913 roku przez Rosjan prochownia – skład amunicji artyleryjskiej, który zaopatrywał w pociski, zapaniki i ładunki miotające okoliczne forty. Obiekt jest zadbany – od kilku lat opiekuje się nim troskliwy gospodarz. Można powiedzieć, że historia pokazuje, iż ten obiekt w ogóle ma szczęście – mówi Przemysław Wróblewski z Koła Miłośników Historii i Fortyfikacji w Terespolu, którego członkowie stworzyli w prochowni historyczny skansen. – Cudem ocalał, gdy w 1915 roku Rosjanie bez walki uciekali z Twierdzy Brzeskiej. Prochownia miała zostać wysadzona w powietrze. Znamy nawet nazwisko oficera, który otrzymał rozkaz zniszczenia obiektu. W zamęcie odwrotu nie zrealizowano jednak tego planu. Potem gospodarowali tu Niemcy, co ciekawe okupowali obiekty twierdzy aż do lutego 1919 roku, gdy zmieniło ich Wojsko Polskie. Po klęsce wrześniowej 1939 roku Terespol został zatrzymany przez Niemców, a Brześć przez ZSRR, więc z prochowni ponownie korzystało wojsko niemieckie. W czerwcu 1941 historia znów się powtórzyła i forty po radzieckiej stronie Bugu Niemcy zajęli praktycznie bez walk – wbrew późniejszej radzieckiej propagandzie, która stworzyła fałszywy mit rzekomej obrony twierdzy. W 1944 obiekt był włączony w niemiecki system obrony, stacjonowały tu oddziały Wehrmachtu i jednostki węgierskie, m.in. bateria artylerii, ale wobec miażdżących postępów radzieckiej ofensywy nie doszło do poważniejszych walk. Niemcy wysadzili potężne mosty na Bugu, ale prochownia po raz kolejny wyszła z wojennej zawieruchy bez szwanku. Po wojnie obiekt znów używany był przez naszą armię, potem stał porzucony. Przez pewien czas mieściła się w nim pieczarkarnia. Zdewastowany bunkier przejęliśmy w 2011 roku, i do tego czasu włożyliśmy wiele wysiłku w jego renowację.

Na przykładzie terespolskiej prochowni widać, jak podczas obu wojen światowych tutejsze fortyfikacje zmieniały właściciela. Każda kolejna armia pozostawiła tu coś po sobie, tworząc niesamowitą militarną kronikę tutejszych fortyfikacji. Z biegiem lat obiekty adoptowano do nowych ról, nieustannie jednak używane były przez wojsko. Kolej i wojskowość wpisały się w historię tych ziem w tym samym stopniu. Carskie forty gigantycznej twierdzi brzeskiej, połączone były kolejką wąskotorową. Jej tory stanowiły ciekawe rozwiązanie, pochodzące z Francji.W drugiej połowie XIX wieku francuski plantator buraków cukrowych Paul Decauville, aby usprawnić zbiory na swoich posiadłościach, opatentował ciekawy rodzaj torów wąskotorowych. W myśl tego projektu gotowe kawałki toru, czyli zmontowanych już w fabryce szyn i podkładów, kładziono bezpośrednio na ziemi. Kilkumetrowe kawałki kolejowego szlaku mogły być dowożone nawet konnymi wozami, bo na plantacjach Francuza to właśnie konie ciągnęły wagoniki z zebranym plonem. Układanie takich gotowych kawałków szyn nie wymagało skomplikowanej budowy torowiska. Bez podsypki, czyli tłucznia utwardzającego podłoże torowiska, kawałki toru kładziono na piasku, ziemi, czy nawet mokradłach. Rozwiązanie opatentowane przez Decauville’a przypominało składanie zabawkowej kolejki, gdzie tor powstaje poprzez dołączanie kolejnych kawałków. Podobnie jak w przypadku zabawek, francuski patent zakładał też przyłączanie gotowych zwrotnic czy rozjazdów, i takie moduły torów dostarczane były, jako gotowe fragmenty na budowę kolei. Łączenie kawałków toru umożliwiały zaczepy, w które wyposażano końce szyn.Carska armia kupiła ten patent, i stosowała go do budowy polowych kolejek wąskotorowych. Taka właśnie sieć połączyła liczne obiekty potężnej Twierdzy Brzeskiej. Swoją sieć wąskotorową rozbudowali tu po 1915 roku Niemcy, były to jednak tory o tradycyjnej, bardziej skomplikowanej konstrukcji. Kolejne armie korzystały z sieci polowej kolejki, a fragmenty zarówno carskiego, jak i pruskiego żelaznego szlaku odkopane i zakonserwowane przez pasjonatów z Terespola, można obejrzeć przy prochowni.W swoim wnętrzu obiekt ten kryje niezwykle ciekawą ekspozycję artefaktów pochodzących z okolicznych miejscowości. Są tu zarówno dokumenty i zdjęcia jak i znaleziska z pobliskich pobojowisk, które prowadzą zwiedzającego przez czasy carskie aż po lata powojenne. Ciekawą częścią wystawy jest ekspozycja upamiętniająca plantacje ogórków, z których słynął niegdyś ten rejon. Terespol był ogórkowym zagłębiem, eksportującym ogórki konserwowe do wielu krajów już przed wojną , a czasy te upamiętniają zdjęcia ze zbiorów oraz etykiety i opakowania po ogórkach.Niesamowite wrażenie robi wielka makieta kolejki w skali H0, która dokładnie pokazuje, jak wyglądał Terespol w czasie II wojny światowej.
Oczywiście na naszej makiecie oprócz budynków stacyjnych, domów i obiektów wojskowych, które rozmieszczone są tak jak w prawdziwym świecie, jest też nasza prochownia – wyjaśnia Andrzej Lipowiecki z Koła Miłośników Historii i Fortyfikacji w Terespolu. – Obok miniatury tego obiektu umieściliśmy modeliki niemieckich samochodów sztabowych, co przypomina, iż w obiekcie tym, mieścił się niemiecki sztab, a dotarliśmy do informacji, iż jako oficer Wehrmachtu w tych samych pomieszczeniach gdzie dziś stoi makieta, przebywał Kurt Waldheim, późniejszy sekretarz generalny ONZ w latach 1972 – 1981, któremu w politycznej karierze zaszkodził przypomniany mu fakt jego służby w niemieckiej armii. Epizodem tej służby była obecność tego człowieka w naszej prochowni.

Terespol to nie tylko wojenne wspomnienia i nowożytne fortyfikacje. Spacerując po niewielkiej miejscowości, przy ul. Wojska Polskiego zwraca uwagę strzelająca w niebo smukła czarna iglica. To wzniesiony w 1825 roku pomnik, upamiętniający ukończenie pierwszego w Królestwie Polskim bitego traktu. Brukowana droga łącząca Warszawę i Brześć budowana była w latach 1820-1823. Pomnik Budowy Szosy Brzeskiej powstał z inicjatywy Stanisława Staszica. Miał upamiętniać swego rodzaju skok cywilizacyjny, jakim było oddanie do użytku pierwszego utwardzonego traktu królestwa. Miał on długość 190 km.Terespol, leżący w zakolu Bugu otaczają malownicze pola, a wśród nich liczne bagna i mokradła, tworzone przez cieki wodne. Są też fosy carskich fortów. Zaraz po zachodniej stronie torów znajduje się Fort VII Łobaczew. Dojść można do niego idąc ulicą o wdzięcznej nazwie Aleja Marzeń, następnie zwiastującą cel ulicą Forteczną, a raczej wiodącą wśród sielskiego krajobrazu szosą. Wkrótce, po kilkunastu minutach spaceru, z morza zieleni wyłaniają się zarysy fortu, którego liczne obiekty tworzą niemal małe miasteczko. Uroku dodaje tym obiektom fosa, zarastająca wodną roślinnością. Fort Łobaczew nie jest zagospodarowany.Wiodący przez Terespol na Wschód ważny szlak kolejowy na długie lata związał charakter miasta z koleją. W epoce PRL większość ludzi pracowała tutaj na kolei, a sporo rodzin ma wielopokoleniowe, kolejarskie tradycje. Kolejowy terminal graniczny w Terespolu ma ścisły związek z tzw. „portem lądowym” w odległych o kilka kilometrów pobliskich Małaszewiczach. Tutejszy „port lądowy” to jedna z największych na świecie towarowych stacji przeładunkowych. Tutaj kończy się pociągnięty zza białoruskiej granicy rosyjski tor o szerszym rozstawie szyn. Każdego dnia ze Wschodu przybywają tu tysiące ton ładunków. Na rozległych torowiskach widać cysterny, platformy z kontenerami i wagony kryte rosyjskich, białoruskich a także chińskich firm spedycyjnych. Z Małaszewicz towary idą dalej, na Zachód Europy, przeładowane na normalnotorowe wagony lub tir-y. Obecność gigantycznej stacji, organizującej ruch towarowy, jest pewnego rodzaju atrakcją dla miłośników współczesnego kolejnictwa. Na granicznym dworcu w Terespolu wystarczy poczekać na peronie, a szybko pojawi się tabor niespotykany w innych regionach kraju. Można zaobserwować zarówno nietypowe wagony towarowe i osobowe – nieraz bardzo luksusowe, jak nowoczesne wagony sypialne rosyjskich kolei – jak i ciekawe lokomotywy spalinowe i elektryczne, i to nie tylko modele zza wschodniej granicy, ale i egzemplarze, których trudno było by się tu spodziewać – np. ciężkie spalinowe lokomotywy kolei brytyjskich do obsługi pociągów towarowych.Budowa „portu lądowego” w Małaszewiczach była też ułatwiona dzięki temu, że na jego terenie mieściło się przed wojną polskie lotnisko wojskowe. Zostało one rozbudowane przez Niemców po zajęciu tych terenów, zwłaszcza w 1941 roku, w trakcie przygotowań do uderzenia na ZSRR. Do tej pory wśród powojennej kolejowej infrastruktury natknąć się można na betonowe bramy prowadzące donikąd i zarośnięte trawą utwardzone drogi, wiodące niegdyś do hangarów i na pola startowe. Na wyrównanym terenie po lotnisku łatwiej było zbudować kolejowy „port”.Z istnieniem lotniska wojskowego w Małaszewiczach wiąże się makabryczny wypadek. Jako że Polacy przed wojną wykorzystali w nowej roli część carskich fortyfikacji, które utraciły swoje pierwotne znaczenie, kolejną carską prochownię – tym razem w pobliskich Kobylanach zaadaptowano na schron-magazyn paliwa lotniczego. Podczas kampanii wrześniowej, po wycofaniu się z tych terenów polskiej armii, lokalna ludność zainteresowała się porzuconym sprzętem i materiałami wojskowymi pozostawionymi na lotnisku. W pomieszczeniach prochowni odkryto beczki z paliwem lotniczym, co spowodowało wręcz szturm na porzucony magazyn, jako że do oświetlania domów używano wówczas powszechnie nafty – dość drogiego paliwa. Ludzie tłoczyli się do porzuconych beczek z wiadrami i bańkami. Być może ktoś próbował oświetlić drogę w ciemnych korytarzach zapałką, a może zadowolony ze zdobyczy zapalił papierosa; w każdym razie – doszło do zapłonu lotniczej benzyny, w wyniku, czego stłoczeni w schronie ludzie zginęli w ogniu.Znaczenie militarne, które przyczyniło się do rozwoju szlaków kolejowych w tym rejonie, widoczne jest też po stronie białoruskiej, gdzie znajduje się większa część Twierdzy Brzeskiej. W Brześciu funkcjonuje muzeum kolejnictwa, gdzie eksponowany jest tabor z różnych epok, także parowozy oraz nawet wagon pociągu pancernego. Niestety przedostanie się do Brześcia bez wizy jest wciąż niemożliwe, a podpisanie umowy o małym ruchu granicznym, jak było w przypadku Grodna, nie może tutaj dojść do skutku.

fotorelacja: Tomasz Piotr Bienek

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

This site uses Akismet to reduce spam. Learn how your comment data is processed.