Siedlimowice. Rezydencja wielkiego mecenasa sztuki.

Kim był człowiek, którego nazwiskiem została nazwana jedna z ważniejszych arterii komunikacyjnych XIX wiecznego Wrocławia. Otóż Heinrich von Korn pochodzący z rodziny znanych wrocławskich wydawców był wielkim arystokratą, członkiem wielu stowarzyszeń, kolekcjonerem i mecenasem sztuki. Jako jeden z inicjatorów powstania Muzeum Starożytności Śląskich hojnymi darami z własnej kolekcji wspomagał Śląskie Muzeum Sztuk Pięknych we Wrocławiu.Początki tego zacnego księgarskiego rodu sięgają, 1729 kiedy to Johann Jacob Korn po praktykach w Koburgu zaczął działać, jako samodzielny księgarz w Berlinie. Po niespełna trzech latach przeniósł się do Wrocławia, gdzie w 1732 r. zarejestrował się, jako obywatel tego miasta i założył firmę kupiecko-księgarską z siedzibą w pobliżu wrocławskiego rynku. Jeszcze tego samego roku Korn wystawił na Targach Lipskich pierwszą wydaną we Wrocławiu książkę.„Korn” wydawało między innymi „Schlesische privilegierte Staats-, Kriegs- und Friedenzeitung”, później przekształconej w Schlesische Zeitung (najstarsza i najdłużej wydawana gazeta wrocławska). Kolejni spadkobiercy  przejąwszy firmę kontynuował profil wydawnictwa. Wydawali i drukowali książki i prasę po niemiecku, m.in. „Schlesische Zeitung” ale tez wiele pozycji w języku polskim jak polskie słowniki i polską literaturę piękną (Kochanowskiego, Trembeckiego, Karpińskiego i innych). Biblię w przekładzie księdza Wujka, liczne podręczniki, książki dla młodzieży i książeczki do nabożeństwa.Heinrich Korn powiększył dotychczasową firmę o papiernię. Za zasługi dla rozwoju miasta, otrzymał w 1882 r. tytuł szlachecki, a jego nazwiskiem nazwana została jedna z wrocławskich ulic (dziś ul. Kromera). Pomimo że był właścicielem majątku z pałacem w Pawłowicach w 1867 r. nabył od hrabiego von Pückler, pałac w Siedlimowicach. Tak oto rozpoczyna się złota era pięknego neorenesansowego pałacu, którego strzegły dwa kamienne lwy.Pierwotnie renesansowy dwór w Siedlimowicach wzniesiono w XVI w za sprawą rodziny von Schindel Obiekt został zniszczony 1633 r. przez nadciągające wojska szwedzkie. Odbudowano go w stylu barokowym. Prawdziwy rozkwit pałac zawdzięcza Heinrichowi von Korn,  który w latach 1873-1875 rozbudował obiekt nadając mu cechy modnego wówczas neorenesansu.Rezydencja, która od połowy XVIII w. Stanowiła czteroskrzydłowe założenie barokowe, w rezultacie przebudowy stała się dwukondygnacyjnym pałacem, który został nakryty dwuspadowym dachem z bogato zdobionymi lukarnami. Całość założona była na planie litery L. Dobudowano też od strony północnej czterokondygnacyjną wieżę z cebulowatą kopułą. W niewielkiej odległości powstała kaplica i niewielka oranżeria.  Pięknie zdobione elewacje bogate w pilastry, obramia otworów okiennych, boniowania, sterczyny, to tylko niektóre ozdobne detale pałacu, wśród których nie zabrakło także gryfów i maszkaronów. U wejścia rezydencji stanęły dwa kamienne lwy w pozycji stojącej z głowami zwróconymi ku sobie. Heinrich von Korn dr filozofii, miłośnik i znawca sztuki, dobrze znał symbolikę zwierzęcia, którym nakazał przyozdobić schody prowadzące do pałacu. Wybór ten nie był przypadkowy. Portal wejściowy ozdobiono kartuszem herbowym rodziny Korn oraz mottem „CANDIDE ET CAUTE”, „Zacnie i Przezornie”Ostatnim przedwojennym właścicielem pałacu w Siedlimowicach był wnuk Heinricha dr. filozofii,  uczestnik I wojny światowej (kapitan w stanie spoczynku) Richard von Bergmann – Korn. Jak jego tak i pałacu czas II Wojny Światowej nie oszczędził, został przywrócony do czynnej służby wojskowej i skierowany na front wschodni, trafił do niewoli radzieckiej i zmarł w obozie jenieckim. Po zakończeniu działań wojennych w pałacu zagościli czerwonoarmiści. Przez kolejne pięć lat majątek w Siedlimowicach był zarządzany przez wojska sowieckie, nie wiadomo, dlaczego tak długo stacjonowali w tej małej niemającej żadnego znaczenia militarnego wiosce. Być może czegoś szukali, wszak do dziś pomimo upływu lat istnieją miejsca owiane tajemnicą.Jedno z ciekawszych to wieża, która wybudowana obok pałacu miała z nim podziemne połączenie. On sam wzniesiony na wzniesieniu w miejscu dawnego dworu, po którym pozostały potężne przypory wystające z nasypu posiadał swoją podziemną część.  Świadczą o tym zapadliska, być może to tylko piwnice a być może miejsca, które skrywają tajemnice. Pałacowa wieża stanowiąca oddzielny dobudowany element jest połączona podziemiami z pałacem. Jednak przejście to nie jest wejściem na wyższe kondygnacje wieży, na tę można było tylko i wyłącznie dostać się nieistniejącym już dziś łącznikiem. Z poziomu gruntu można wejść jedynie do niewielkiego pomieszczenia w podstawie wieży, które nie ma połączenia z wyższymi kondygnacjami.Pałac w Siedlimowicach powoli zabiera czas, po 1950 roku utworzono tam PGR, funkcjonujący do początku lat 90-tych XX w. Nie istnieje już żadne z pałacowych pomieszczeń po za salą balową, która z dużym zapadliskiem w podłodze przypomina o dawnej świetności budowli. W niewyjaśnionych okolicznościach zniknął też kartusz herbowy. Dwa kamienne lwy, które strzegły nieprzerwanie pałacowej budowli oraz jej tajemnic przez ponad sto lat zostały przeniesione do Bogatyni. Ich warta została brutalnie przerwana ok. 1974 roku.Pałacowa fontanna, na którą spoglądały nie istnieje, pozostały trzy stare jawory i wspomnienia o pięknym pałacu. Siedząc w ich cieniu spoglądam na pięknie zdobiony portal wejściowy, na którym widnieje data 1875, to nim wchodzili mieszkańcy i ich goście. Tu w zasadzie wszystko się zaczęło i znalazło swój kres. Pałac nigdy nie został wpisany do rejestru zabytków, uwzględniono aleję lipową przy drodze do Mrowin, aleję lipowo-dębową prowadzącą od młyna wodnego do lasu, pałac skazano na zagładę.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

This site uses Akismet to reduce spam. Learn how your comment data is processed.