ZAMEK FRANKENSTEINA ZĄBKOWICE ŚLĄSKIE

Któż z nas nie zna Frankensteina, ulubiona postać twórców horrorów. Na kanwie powieści o tym tytule powstało wiele dzieł literackich, ekranizacji filmowych, a nawet komedii. Aby opowiedzieć tę historię musimy zrobić małą wycieczkę w czasie, a mianowicie przenieść się do deszczowego lata roku 1816.Pomimo że był to czerwiec, lato tego roku było wyjątkowo chłodne, Mary Shelley przebywała wraz z mężem nad Jeziorem Genewskim w willi Diodati, gdzie podczas jednego ze spotkań z przyjaciółmi padł pomysł by czas umilić sobie opowiadając różne historie o duchach. To tam powstała koncepcja napisania powieści o ekscentrycznym doktorze, który tak uwierzył w moc medycyny, że postanowił rzucić wyzwanie nie tylko śmierci, ale też Bogu. Tworząc człowieka doskonałego, na ile dzieło Wiktora Frankensteina było doskonałe wszyscy wiemy. 

Cóż, zatem łączy Ząbkowice Śląskie, które dawniej nazywały się Frankenstein i powieść Mary Shelley? Okazuje się, że etymologia tytułu nie ma nic wspólnego z nazwą miejscowości. Zbieżność ta jest wykorzystywana jedynie do promocji miasta gdzie organizowany jest festiwal grozy i horroru pod nazwą „Weekend z Frankensteinem”. Istnieje też osobliwe muzeum, w którym możemy zobaczyć laboratorium szalonego naukowca.

Miasto Frankenstein ma jednak swoją mroczną historię, która wydarzyła się naprawdę. Jak podają kroniki w 1607 r. w mieście wybuchła epidemia, w czasie, której zmarł, co trzeci jego mieszkaniec. Jak się okazało, przyczyną tak wielkiej umieralności była przestępcza działalność miejscowych grabarzy, którzy ze zwłok produkowali śmiercionośny proszek, który dosypywali w karczmach do wina i innych trunków. Ślad po tym incydencie zachował się w kronikach miasta, gdzie możemy przeczytać (…)10 września 1606 roku aresztowano dwóch ząbkowickich grabarzy – Wacława Förstera, grabarza od 28 lat i jego pomocnika Jerzego Freidigera pochodzącego ze Strzegomia, z powodu mieszania i preparowania trucizn. Obaj zostali wydani przez parobka Förstera. Dnia 14 września został aresztowany niejaki Weiber – były więzień i trzeci grabarz – Kacper Schleiniger, a 16 września aresztowano 87-letniego żebraka Kacpra Schettsa – wszystkich pod zarzutem trucia i rozprzestrzeniania zarazy. 4 października odprowadzono do więzienia Zuzannę Maß – córkę zmarłego urzędnika miejskiego Schuberta, jej matkę – Magdalenę Urszulę, obecnie żonę grabarza Schleinigera oraz Małgorzatę – żonę żebraka Schettsa (…)(…) Ci po torturach w śledztwie zeznali, że sporządzali zatruty proszek i tenże kilka razy w domach rozsypywali, progi, kołatki i klamki u drzwi smarowali, przez co wielu ludzi zatruło się i poumierało. Poza tym w domach skradli wiele pieniędzy, a także obdzierali trupy, zabierając im opończe. Rozcinali także brzemienne kobiety i wyjmowali z nich płody, a serca małych dzieci zjadali na surowo. Tamże z kościołów kradli obrusy z ołtarzy. Pewien nowy grabarz pochodzący ze Strzegomia zhańbił w kościele ciało młodej dziewicy. Inni jeszcze różnie niesłychane i straszne czyny popełniali (…)Proces, który odbył się 20 września 1606 roku (według „Annales Frankostenenses” 4 października), wykazał winę oskarżonych. Zostali skazani na śmierć przez okaleczenie i spalenie żywcem.
(…)Najpierw ich wszystkich oprowadzano po mieście. Potem rozdzierano ich rozżarzonymi obcęgami i oderwano im kciuki. Starszemu grabarzowi oraz jednemu z pomocników mającemu 87 lat obcięto prawe dłonie. Potem obu razem przykuto do słupa, z daleka zapalano ogień i ich upieczono. Nowemu grabarzowi ze Strzegomia rozżarzonymi obcęgami wyrwano członek męski. Potem i jego wraz z innymi przykuto do słupa, gotowano i pieczono. Pozostałe osoby wprowadzono na stos i spalono(…) Nie do końca jednak historia Wiktora Frankensteina jest tylko fikcją literacką albowiem Prawdziwy zamek Frankensteina istnieje. Niejaki Johann Konrad Dippel założył laboratorium do prowadzenia dziwacznych eksperymentów w zamku „Frankenstein” niedaleko Darmstadt w Niemczech. Dippel (również znany, jako Konrad Frankenstein) lubił spędzać dużo czasu nad swoim hobby – alchemią. Był zafascynowany życiem wiecznym. Do eksperymentów miał używać pociętych na kawałki części ciała zwierząt oraz trupów ludzkich, które gotował w wielkich słojach. Kiedy okoliczni mieszkańcy dowiedzieli się o dziwnych eksperymentach Dippla, został on wygnany z zamku. 

Ząbkowicki zamek, noszący miano „ Zamku Frankensteina” niewiele z nim ma wspólnego.
Wzniesiony w latach 1321 na miejscu gotyckiego zamku obronnego od samego początku nie miał szczęścia ani do właścicieli ani wiekowych dziejów. W zamku zbudowano dwie wieże. Pierwsza z nich, wieża bramna była wieżą kwadratową, druga zaś kolistą. W zamkowym dziedzińcu pojawiły się charakterystyczne krużganki. Były to jedne z pierwszych krużganków w Europie. Pomimo wielu walorów ozdobnych, zamek spełniał także charakter budowli obronnej. Za budowniczego zamku uważa się księcia Bernarda Świdnickiego, niespełna piętnaście lat po ukończeniu budowy obiekt został zastawiony przez księcia Bolka II, co skutkowało w późniejszym czasie sprzedażą miasta wraz z zamkiem Karolowi IV. Zamek był wielokrotnie oblegany, zdobywany i niszczony. Wielokrotnie też podejmowano jego odbudowę, w 1532 na pozostałościach średniowiecznego zamku powstała renesansowa rezydencja.  Obiekt przetrwał wojny husyckie jednak niespełna 200 lat wystarczyłoby zamek został porzucony i opuszczony. Pożar z roku 1784 przypieczętował akt zgonu. Zamek popadł w totalną ruinę.Nad Ząbkowickim Zamkiem ciąży dziwne fatum, pomimo upływu stuleci nikt nigdy go nie odbudował, jako nieliczny zabytek tej klasy, umęczony przez upływ czasu,  dręczony przez ludzi głupimi pomysłami na lokalny biznes niszczeje. Zamek zwiedzałam wielokrotnie, najmilej wspominam okres, gdy był zakratowany, a jego podziemia stały otworem po tym jak zrezygnowano z imprez folk na dziedzińcu. Zrujnowany, a jednak gościnny szczególnie w bezchmurne noce, gdy można było podziwiać jego majestat w blasku gwiazd.

Obecnie podjęto próbę odbudowy zamku, na tyle jest to nieudolne przedsięwzięcie, że średniowieczne mury uzupełnia się bloczkami betonowymi z XXI wieku. Gratulacje i owacje na stojąco powinien zebrać konserwator zabytków który zezwolił na taką profanację. Lepiej było zostawić go w powolnym konaniu niż w ten sposób go ratować i oszpecać.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

This site uses Akismet to reduce spam. Learn how your comment data is processed.