Zamek Owiesno

O skarbach już napisałem wiele, niechcący chyba taż przyczyniłem się do gorączki złota, jaka wybuchła pod pałacem w Minkowskim. Czy chcę wzniecić skarbowy pożar w innym miejscu? – nic bardziej mylnego,😁 ja w skarby wierze, szczególnie te, które ukrywają skrzaty a drogę do nich wskazuje tęcza.😉 Dobrze, zasiejmy wiec niepewność niech ziarno tajemnicy kiełkuje.

Pałac Minowskie i zamek Owiesno, dwa oddalone od siebie obiekty, które dzieli lekko licząc blisko dwieście kilometrów, pierwszy to budowla rezydencjonalna druga obronna, powtarzające się nazwisko Seydlitz i pewnie można by było powiedzieć, że to zbieżność nazwisk, bo o ile inicjator budowy pałacu w Minkowskim Wilhelm von Seydlitz był pruskim generałem to już ostatni właściciel zamku Owiesno zaledwie majorem Wermachtu hrabia Adolf Seidlitz, który zginał na kilka dni przed poddaniem Festun Breslau. Ale otwartą kwestią pozostaje to, że niewątpliwie obaj panowie byli bardzo zamożnymi. O Wilhelmie von Seydlitz napisałem sporo opisując pałac w Minkowskim pora na Owiesno.

Okrągły zamek, bo tak nazwano budowlę Owieśnie powstał z inicjatywy starosty księstwa świdnickiego Zygmunta von Pogorella w miejscu starego grodu rycerskiego. Na wstępie trzeba wyjaśnić, dlaczego „okrągły” otóż, obiekt wybudowano na planie koła o średnicy trzydziestu metrów, była to warownia nizinna, której dopiero w późniejszym okresie dodano cechy nazwijmy to rezydencjonalne. Pierwotnie była to budowla gotycka, dobrze ufortyfikowana, posiadająca własną fosę, mury obronne i wieże. Obiekt składał się z trójskrzydłowego budynku mieszkalnego o dwóch kondygnacjach, tworzącego wewnętrzny dziedziniec w kształcie trapezu. W XVIII wieku przebudowano go na barokowy pałac dobudowując jedną kondygnację, podwyższono również wieżę. Obiekt w tym okresie był we władaniu wspomnianego wcześniej rodu von Seydlitz i pozostał aż do 1945 roku. Po za kończeniu działań wojennych zamek miał swój epizod z żołnierzami spod znaku czerwonej gwiazdy, którzy tak upodobali sobie obiekt, że utworzyli w nim filię legnickiego NKWD. Po odejściu czerwonoarmistów zamek stał się własnością kółka rolniczego, był to niestety początek końca tej unikatowej budowli. Powolny szaber i dewastacja w myśl zasady, co poniemieckie należy zniszczyć rzuciły budowlę na kolana, z których zamek już nigdy się nie podniósł, co prawda w latach dziewięćdziesiątych ubiegłego wieku kupił go pewien prawnik z Legnicy, ale z szumnie zapowiadanego remontu nic nie wyszło a obiekt stał się własnością gminy Dzierżoniów.

Zamek Owiesno skonał wiele lat temu, pozostawiony w stanie trwałej ruiny przyciąga badaczy i poszukiwaczy od lat. Jednych pcha w to miejsce legenda o bytności w tym miejscu Templariuszy, którzy ponoć wybudowali długi podziemny tunel łączący zamek z kościołem w Owieśnie a w nim ukryli swoje kosztowności. Historia piękna, bo każdy zamek powinien mieć swój tunel i swojego ducha jednak wydaje mi się, że żaden z poszukiwaczy tak na dobrą sprawę nie przyjrzał się dokładnie położeniu zamku i kościoła, z czystej przyzwoitości nie wspominam tu o nakładach finansowych jak i mozolnej pracy, jaką trzeba by było włożyć w drążenie takiego tunelu. Jeśli nawet przyjmiemy, że ktoś się tego podjął pozostaje odwieczne pytanie, jakie nachodzi mnie przy takich opowieściach a mianowicie, – Po co? Po co ktoś miałby budować taki tunel.

O wiele ciekawsza jest historia związana z ostatnim właścicielem zamku Adolfem Seidlitzem, który jako człek zamożny dobrze poinformowany, jako oficer zdający sobie sprawę, że fala odbita od murów Leningradu, Moskwy i Stalingradu zmierza z hukiem w kierunku granic Rzeszy a koniec wojny, przegranej wojny jest bliski postanowił zabezpieczyć nagromadzone rodowe dobra. Tu historia zatacza, koło ponieważ przekaz do złudzenia przypomina historię z Minkowskiego gdzie ostatni właściciel dóbr ukrył depozyt w pałacowym parku. W obu przypadkach kosztowności, obrazy i złoto zostały zdeponowane w specjalnie przygotowanych hermetycznych skrzyniach. Gdzie są, czy w ogóle były a jak już, co się z nimi stało pozostaje do dziś tajemnicą. Być może są to wędrowne depozyty, które co roku w sezonie ogórkowym objawiają się w innym miejscu i wywołują miejscową gorączkę złota, ale przecież to nie o to chodzi by znaleźć, ważne by wierzyć, dobrze się bawić i szukać, zupełnie jak w piosence która kiedyś była przebojem zespołu Skaldowie – Bo nie o to chodzi by złowić króliczka, ale by gonić go.😉

Adam F

Autor

Paulina

Zobacz wszystkie posty

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany.

Witryna wykorzystuje Akismet, aby ograniczyć spam. Dowiedz się więcej jak przetwarzane są dane komentarzy.